Nasz Patron - Zespół Szkolno-Przedszkolny

Lorem Ipsum
$ 12,34
Przejdź do treści

Menu główne:

Nasz Patron

Nasz Patron Szkoły
Ks. kanonik Stefan Wojtyłko urodził się 23 grudnia 1913 r. w Stryszawie koło Suchej Beskidzkiej w biednej chłopskiej wielodzietnej rodzinie, jako piąte z dwanaściorga dzieci Józefa i Marii z Leśniaków.  Na chrzcie nadano mu imię Szczepan.
            Na jego świadectwach szkolnych, łącznie ze świadectwem dojrzałości, wymieniany jest jako Szczepan. Jednak w urzędzie stanu cywilnego w jego dowodzie osobistym wpisano mu imię Stefan, w związku z czym na późniejszych dokumentach urzędowych występuje pod takim imieniem i tak się tam podpisywał. Imię Stefan widnieje również na pomniku jego grobu i na tablicy pamiątkowej jemu poświęconej w naszym kościele. W związku z powyższym takie też imię umieszczono na tablicy pamiątkowej w naszej szkole..
            Powyższe nieścisłości wynikły zapewne z tego, że oba te imiona, tj. Szczepan i Stefan, wywodzą się z jednego pierwotnego, zapisywanego w języku łacińskim jako „Stephanus”, i właśnie tak odnotowano je w księdze chrztów parafii Stryszawa. W urzędzie stanu cywilnego odczytano je jednak jako Stefan.
            Do kościoła rodzeństwo Stefana Wojtyłki chodziło często na zmiany w jednym ubraniu.
            Rodzina mieszkała w drewnianej, krytej gontem chatce, położonej na stoku góry w obecnej dzielnicy Stryszawa Steczki, w przysiółku zwanym Świerkosze. Dom ten rozebrano w latach pięćdziesiątych, a na miejscu wybudowano stojący do dziś budynek, w którym mieszka z rodziną siostrzeniec księdza - Jan Świerkosz, syn Anny. Położenie domu wśród gór było i jest piękne, lecz życie tu nie było nigdy łatwe i jest takie nadal.
           Pomimo tak trudnych warunków, rodzina charakteryzowała się autentyczną religijnością, cechował ją patriotyzm, ceniono sobie zdobywanie wiedzy, czytano książki i czasopisma.   
           W takiej właśnie atmosferze wychowało się całe rodzeństwo.
           Ks. Wojtyłko uczęszczał najpierw (od 1922 r.) do 4-klasowej szkoły podstawowej w Stryszawie, a następnie (od 1925r.) do szkoły powszechnej w Suchej Beskidzkiej, którą ukończył, otrzymując świadectwo klasy siódmej w 1928 r.
           Ks. Wojtyłko podjął naukę w gimnazjum im. Marcina Wadowity w Wadowicach, gdzie został przyjęty 30 czerwca 1928 r. Naukę tę mógł kontynuować dzięki pracy, wysiłkowi i wyrzeczeniom rodziców jak i rodzeństwa. Rodzina musiała zapewnić mu środki finansowe między innymi na mieszkanie i wyżywienie, co było dla niej wielkim obciążeniem. Starano się różnymi sposobami zmniejszyć te koszty, np. wysyłając mu z domu chleb za pośrednictwem znajomych.
          Wspomniane gimnazjum ukończył, otrzymując świadectwo dojrzałości w dniu 23 czerwca 1933 r. W tym samym 1933 r. wstąpił do seminarium duchownego w Krakowie, które ukończył w 1938 r. Święcenia kapłańskie przyjął 10 kwietnia 1938 r. w katedrze na Wawelu z rąk arcybiskupa krakowskiego, a późniejszego kardynała księcia Adama Sapiehy. Uroczystości prymicyjne w kościele parafialnym w Stryszawie miały miejsce w niedzielę 18 kwietnia. Po uroczystości w kościele wstąpił do świetlicy Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży na organistówce, gdzie wygłosił przemówienie.
           Jak wspominał brat Jan: „Dostąpienie godności kapłańskiej brata było dla nas jakby rekompensatą po 12 latach za śmierć brata Franciszka”.
           Po święceniach został skierowany jako wikariusz do pobliskiej nam parafii Bestwina, gdzie przybył 18 sierpnia.
Po niecałych trzech miesiącach, które upłynęły od aresztowania przez Niemców starowiejskiego proboszcza ks. Franciszka Kotuleckiego i kiedy nie było nadziei na jego szybki powrót, ks. Wojtyłko został skierowany pismem z dnia 16 lipca 1940 r. jako tymczasowy administrator właśnie do Starej Wsi, którą to parafię miał objąć od 1 sierpnia 1940 r. Przybył tu 31 lipca 1940 r. w przekonaniu, że jego pobyt tutaj potrwa krótko.
Po śmierci ks. Franciszka Kotuleckiego początkiem 1941 r., poprosił listownie kurię o przeniesienie go na inną parafię. Otrzymał przeniesienie na posadę wikariusza do Komorowic od 1 marca 1941 r. Jednak wyznaczony na administratora starowiejskiej parafii ks. Franciszek Mikołajczyk, starszy już kapłan, pracujący we wspomnianych Komorowicach, zwlekał z przybyciem do Starej Wsi i czynił starania o zmianę decyzji co do jego osoby, którą w końcu uzyskał. W dniu 17 marca 1941 r. ks. Wojtyłko został powiadomiony pismem, że na jego miejsce przybędzie ks. Władysław Wełna, katecheta z Jaworzna. Jednak i tę decyzję unieważniono.Tak więc był zmuszony pozostać nadal w Starej Wsi.
           Przeżył tu w czasie wojny i w powojennych latach komunizmu wiele trudnych chwil. Borykał się nie tylko z problemami parafii, ale także z utrzymaniem gospodarstwa plebańskiego, co nie było łatwe.Opisowi jego działań, tak na polu duszpasterskim, jak i gospodarczym, można by poświęcić wiele miejsca, lecz zapewne i tak nie oddałoby to atmosfery, jaką stworzył swą osobowością i nie ukazałoby w pełni tego, co społeczność Starej Wsi mu zawdzięcza. W pracach na plebanii i w gospodarstwie pomagała mu rodzina, którą w ten sposób wspomagał, zapewniając niektórym jej członkom pracę i utrzymanie. Od 1940 r. przebywała tu jego siostra Teofila, pełniąca rolę gospodyni na plebanii. Była lubiana i ceniona przez mieszkańców. Chorowała na gościec i ostatecznie wróciła do Stryszawy, do rodziny, gdzie zmarła. W pogrzebie uczestniczyli również liczni przedstawiciele mieszkańców Starej Wsi. Od roku 1941 do 1950 przebywał na plebanii, służąc wszelaką pomocą, brat Andrzej,  przy czym ostatnie dwa lata dojeżdżał tu tylko na niedziele, a mieszkał w Czechowicach-Dziedzicach, gdzie uczęszczał do gimnazjum. Ostatecznie zamieszkał w Bielsku-Białej, gdzie zmarł w 2007 r. Na gospodarstwie plebańskim pracowała też kuzynka księdza - Anna Wojtyłko, która zmarła nagle w Starej Wsi w 1963 r. i spoczywa na naszym cmentarzu. Okresowo pomagali w pracach gospodarskich również i inni członkowie rodziny. Rodzice księdza zmarli w Stryszawie w latach pięćdziesiątych - ojciec  w roku 1950, a matka w 1952 r. i oboje spoczywają na tamtejszym cmentarzu.
W pierwszym okresie powojennym, kiedy pozwalała na to jeszcze sytuacja polityczna, ks. Wojtyłko był czynnie zaangażowany w życie szkoły. Wiosną 1945 r., kiedy szkoła po kilkuletniej przerwie wznowiła swą działalność,  przez miesiąc udostępnił na plebanii mieszkanie dla jej pierwszego kierownika, którym był Adolf Papież . W tym czasie porządkowano budynek szkoły, zdewastowany po pobycie w nim wojsk radzieckich. W kwietniu 1947 r. był wraz z dyrektorem i innymi nauczycielami w komisji egzaminacyjnej dla uczniów chcących uzyskać świadectwo ukończenia klasy siódmej, której w tym czasie w szkole w Starej Wsi jeszcze nie było. 
W dniu 7 listopada 1948 r. poświęcił kamień węgielny pod budowę nowej części szkoły. Natomiast 16 sierpnia 1953 r. był obecny na uroczystości oddania rozbudowanej szkoły do użytku.
Czynnie uczestniczył w konferencjach Rady Pedagogicznej, chociaż wraz z zaostrzaniem się nieprzychylnej Kościołowi polityki, jest coraz rzadziej wymieniany w jej protokołach. W okresach, kiedy było to możliwe, prowadził naukę religii w szkole. Tak było od kwietnia 1945r. do roku 1951/52 i od października 1956r. do końca roku szkolnego 1959/60. W pozostałym czasie czynił to w kościele, a zimą często na plebanii.
           W 1947 r. mianowano go Dyrektorem Dekanalnym Żywego Różańca Dziewcząt, a od 1964 r. był Notariuszem Dekanatu Bialskiego.
           W Starej Wsi  10 kwietnia 1963 r. w Poniedziałek Wielkanocny odbyła się piękna uroczystość 25-lecia jego kapłaństwa.
W 1966 r. dopełniono formalności prawnej i pierwszy raz po wojnie mianowano dotychczasowych administratorów parafii ich proboszczami.
Jeszcze w tym samym roku, „czując upadek sił”, jak to sam określił, postanowił po 26 latach pobytu w Starej Wsi przenieść się na wakujące probostwo w Targanicach koło Andrychowa. Decydującym był fakt, że było tam małe gospodarstwo plebańskie, a pomocą służył ksiądz wikary.
           Odszedł ze Starej Wsi 25 sierpnia 1966 r. Odjechał wówczas furgonetką, a w dniu następnym wozem meblowym przewiózł do Targanic resztę skromnego mienia.
           Utrzymywał jednak nadal kontakty z mieszkańcami naszej wioski i był przez nich często odwiedzany. Jeszcze w czasie pobytu w Starej Wsi interesował się jej historią i był współautorem wraz z Janem Kolonko pierwszej krótkiej jej monografii. W Targanicach zainteresowania te nadal rozwijał.
Od 1971 r. do swej śmierci był wicedziekanem dekanatu Andrychów, a w 1972 r. nadano mu godność kanonika.
Zmarł na atak serca 30 stycznia 1977 r.  Zasłabł na ambonie w Targanickim kościele podczas czytania listu pasterskiego w czasie Mszy Św. sprawowanej przez ks. wikarego. Zszedł do zakrystii i usiadł na krześle z słowami- „to mi przejdzie”. Po chwili jednak, w czasie gdy kościelny szukał kropli, upadł z krzesła. Niosący go na plebanię odczuli ostatnie skurcze ciała. Ksiądz wikary ogłosił jego śmierć.
Ciało wystawiono w kościele. Na pogrzeb przybyła ogromna liczba parafian z Starej Wsi na prośbę których otwarto na chwilę trumnę.
Uroczystości pogrzebowe prowadził ks. kardynał Karol Wojtyła, późniejszy Papież Jan Paweł II.
Pochowano go w murowanym z cegieł grobowcu na pięknie położonym cmentarzu w Targanicach. Niestety, w niedługim czasie skradziono górną część pomnika jego grobu i musiano postawić nowy.
     Był proboszczem w Starej Wsi przez 26 lat i to w tak trudnych czasach jak lata II wojny światowej i długi okres powojenny, kiedy to zwalczano Kościół w różnoraki sposób. Pamięta go i wspomina do dziś jak najlepiej wielu. Jakże często wymieniany jest w wypominkach. Jemu też poświęcona jest tablica pamiątkowa fundacji Kazimierza Nycza umieszczona w starowiejskim kościele w 1979 r. z prawej strony pod chórem
     Był wzorem kapłana prostego, cichego, skromnego, dobrego, oddanego całym sercem służbie Bogu i ludziom. Dobra pamięć o nim trwa, choć nie był wielkim kaznodzieją, typem księdza który zaznacza wszędzie swą obecność, lecz kapłanem cichej wytrwałej Bożej pracy. Jednocześnie był człowiekiem bardzo mądrym i oczytanym.
    Potrafił sobie swą postawą zjednać serca prawie wszystkich parafian. Pochodził z rodziny ubogiej, toteż rozumiał ludzi biednych, pomagał im i chyba właśnie z ludźmi prostymi, ludźmi pracy na roli czuł się najlepiej.
Żył prawdziwie z parafią, również poza kościołem. Odwiedzał zapraszany domy z okazji imienin, Pierwszych Komunii Św., wesel i innych uroczystości. Lubił radość i śpiewy do których zachęcał. Ale również przybywał do domów swych parafian sam, często w normalny wieczór roboczego dnia. Prosił wówczas by nie przerywać swych czynności gospodarskich, a bywało że siadał na progu domu i ta atmosfera pracy, krzątanina, to otoczenie dawały mu chyba radość, tu czuł się dobrze.
On znał i pamiętał kłopoty innych, choroby dzieci i pytał przy każdej wizycie czy jest już lepiej. Bywało, że w takich chwilach rodziny najbiedniejsze wspomagał w cichości i finansowo. Nie posiadał wiele i nie lubił prosić o cokolwiek, bo znał trudy życia, szczególnie tamtych lat.
W pamięci wielu pozostała jego wysoka lecz trochę przygarbiona postać w czarnym płaszczu i kapeluszu, kiedy z laską przemierza ścieżki Starej Wsi.
Był to przewodnik do Boga nas, naszych ojców i dziadków. Niechaj pamiętają o tym co mu zawdzięczamy również i młodzi, którzy Go nie znali.
To niewątpliwie i jego zasługą były późniejsze powołania kapłańskie w Starej Wsi. 
„Informator niedzielny dekanatów wadowickich” nr 24 z 15 czerwca 2003 r. zamieścił wywiad z starowiejskim rodakiem ówczesnym ks. biskupem, a dzisiejszym kardynałem metropolitą warszawskim Kazimierzem Nyczem.

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego